#84. LONDYN - Edward Rutherfurd

Moja ocena: 3/5!
Tytuł: Londyn
Tytuł oryginalny: London
Autor: Edward Rutherfurd
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 1200
Data wydania: 23.11.2016
Cena katalogowa: 69,99 zł

Znowu powracam do twórczości Edward'a Rutherfurd'a. Po "Nowym Jorku" miałam wielkie oczekiwania co do tej pozycji, jednak trochę się rozczarowałam.. dlaczego? O tym za chwilę.


Kolejna solidna cegiełka, w której na blisko 1200 stronach Edward opisał 2051 lat miasta Londyn. I niby jest to powieść, ale mam wrażenie, że całość pozostaje bardzo historyczna, a autentycznych bohaterów jest więcej niż fikcyjnych. Autor rozpoczyna swoją opowieść w 54 roku p.n.e., czyli w czasach kiedy w miejscu dzisiejszego pięknego miasta znajdowało się celtyckie oppidum. I tak ciągnie swoją opowieść aż do czasów współczesnych, a dokładniej do 1997 roku. Najogólniej ujmując, "Londyn" to ogromna historia miasta opowiedziana za pośrednictwem mieszkających w nim rodzin. Obserwując naszych bohaterów widzimy jak rozwija się miasto, jak powstają różne amfiteatry, teatry i klasyczne, kultowe budowle. Znajdziecie tutaj mnóstwo, ale to mnóstwo szczegółów począwszy od strojów bohaterów z danej epoki, poprzez zwyczaje, jedzenie, zachowania, wierzenia, aż po smaczki architektoniczne. Bez wątpienia Edward znów odrobił lekcję historii i podszedł do zadania z wielką pasją. Elementy fikcyjne są zawsze wręcz idealnie dopasowane do fikcyjnych, dzięki czemu wszystko ładnie ze sobą współgra, a czytelnik nie musi obawiać się o zachowanie ciągłości historycznej. Dzięki książce dowiedziałam się wiele faktów, które miały znaczący wpływ na powstanie miasta. Nie ukrywam też, że o większości z nich  nie miałam zielonego pojęcia. Fajnie było odkrywać miasto, które zostało opisane przez pryzmat życia jego mieszkańców. I nie ma znaczenia czy są to mieszkańcy fikcyjni czy nie, ponieważ Edward znakomicie radzi sobie z łączeniem obu kwestii. Cała powieść kręci się wokół Tamizy, rzeki, wokół której rozwija się całe miasto. Odkrywamy ciemne i jasne strony miasta, poznajemy władców, którzy odcisnęli swoje piętno na jego losach, a także spotykamy ludzi, którzy to miasto tworzą.


Dlaczego zatem się rozczarowałam? Otóż mam wrażenie, że bohaterowie byli bezpłciowi. Wszyscy. Żaden z nich nie zapadł mi w pamięć. Do tego wszystkiego momentami za nudne fakty historyczne, dość zawiłe, które tylko utrudniają czytanie i wywołują niezłe ziewanie podczas lektury. Gdyby było ich troszkę mniej to książka odbierana byłaby zdecydowanie lepiej. Bohaterowie wysunęli by się na pierwszy plan, a cała reszta byłaby tłem dla ich historii, a jest zupełnie odwrotnie. Mamy najpierw historię, potem bohaterów, a na końcu jakiekolwiek emocje. No szkoda. 

Jeśli mam wybierać to "Nowy Jork" zdecydowanie bardziej mi się podobał. "Londyn" mnie nie zachwycił, ale także nie zniechęcił do autora. Po prostu poziom był niższy, czego zupełnie się nie spodziewałam. Mam nadzieję, że za to "Paryż" okaże się strzałem w dziesiątkę gdyż jest to pierwsza powieść autora. A jak wszyscy wiemy co pierwsze to prawie zawsze najlepsze! :) 

A Wy czytaliście książki Edwarda? Lubicie? :) 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości księgarni: 


Spodobał Ci się ten post?
Polub mnie na facebooku:

0 komentarze