UMILACZE PAŹDZIERNIKA 2017


Ależ niesamowicie szybko minął mi październik. To chyba rekord. Ostatnio u mnie bardzo ciężki czas, jeśli chodzi o zakres obowiązków. Nie dość, że praca, to jeszcze w weekendy szkoła. Tak bardzo lubię pisać do Was na blogu, jednak ubolewam, że ostatnio nie mam na to za bardzo czasu.

Nie mam nawet kiedy odespać.. Współczuję wszystkim matkom. Mimo iż nie mam dzieci, mogę wyobrazić sobie co czujecie. Codzienne wstawanie o 5:20 nie należy do przyjemnych, a wieczorem jedyne na co mam ochotę to walnięcie się na łóżko, włączenie serialu i odpoczynek. Nie zawsze tak mogę, ale kiedy już się to zdarza, mam to szczęście, że znajdę coś fajnego i inspirującego. I bardzo chętnie podzielę się tym z Wami. :)

Październik nie był tak obfity w filmy, seriale i książki jak wrzesień, ale myślę, że nie był też nudny. Więc tak.

Przeczytałam aż dwie książki.Wiem. Wstyd. (Książek kulinarnych nie zaliczam do kategorii czytania). Ale naprawdę nie miałam czasu. Bardzo chciałabym Wam polecić książkę Colleen Hoover "It ends with us". Jest to moim zdaniem najlepsza książka Hoover jaką do tej pory napisała. A nie było to łatwe zadanie, bo myślałam, że nic nie pobije "Confess", którą też serdecznie Wam polecam. Kilka słów o niej możecie przeczytać TUTAJ. Wracając do "It ends with us". To piękna, wartościowa i niezapomniana historia, która porwała mnie od pierwszej strony. Przeczytałam ją w trzy dni (choć normalnie zajęłoby mi to max. jeden), lecz ze względu braku czasu  dochodziło do takich absurdów, że czytałam ją do 2-3 w nocy, bo nie mogłam przestać. Tak bardzo mnie zaciekawiła, ponieważ nie jest to typowa powieść autorki. Nie jest to kolejne romansidło, z którego słynie Hoover. Tzn. są tutaj elementy miłosne, jednak nie są one głównym wątkiem. Tym wątkiem jest historia, w którą Colleen włożyła wielki kawałek siebie. Jest tutaj wiele osobistych doświadczeń autorki, przez co lektura staje się jeszcze bardziej emocjonująca. Nie będę Wam mówiła o treści bo nie o to tutaj chodzi. Nie chcę Wam niczego spoilerować. Uwierzcie mi na słowo - tę książę musicie przeczytać. Genialna i bardzo poruszająca. Zachęta dla Was niech będzie ten cytat "Czasem te osoby, które najmocniej nas kochają, potrafią też najmocniej ranić.." 


Ostatnio w moje ręce wpada bardzo wiele książek kulinarnych. Szukam tych idealnych, które przydadzą się każdemu, oraz takie, które będą zawierały w sobie proste w przygotowaniu i smaczne dania. Każdą z nich staram się po kilka dni testować i jeśli okazuje się, że ósmy przepis z rzędu jest bardzo smaczny, zaliczam taką pozycję to udanych i trafia na półkę z ulubionymi książkami tego typu. W październiku, szczególnie spodobała mi się najnowsza książka Jamie'go Oliver'a "5 składników', którą można podsumować trzema słowami: prosto, smacznie i szybko. Zachęcam Was do zapoznania się z nią, oraz do przeczytania o niej kilku słów więcej TUTAJ.


Największą inspiracją miesiąca październik był serial, który można obejrzeć np. na netflix o wdzięcznym tytule "Historia hip-hopu". Szczerze mówiąc nie specjalnie lubię ten rodzaj muzyki, jednak moja miłość do biografii wygrała w tym starciu. Zobaczyłam z ciekawości pierwszy odcinek, który bardzo mi się spodobał i tak już poleciało.. Genialna opowieść o historii hip-hopu od samych początków jego powstania. Świetnie nakręcony serial, w którym po prostu aż roi się o wywiadów z prekursorami tego gatunku muzycznego. Prowadzący przyłożył się realizacji swoich materiałów, ponieważ pytania jakie zdaje są bardzo trafne, a to z kolei składa się na całokształt, który w odbiorze widza jest bardzo ciekawy i zróżnicowany. Do tego sztuka uliczna, stroje i gangi. Naprawdę miłośnicy tego rodzaju muzyki, a właściwie stylu życia, (bo faktycznie muzykę powinno nazywać się rapem) będą w niebo wzięci. Fakt, że mimo iż nie interesuję się taką muzyką ani jej nie słucham, to serial mnie zaciekawił. A to najlepszy wyznacznik jego poziomu.


Kolejnym serialem, który obejrzałam w dwa dni, a właściwie to w miniony weekend jest "Stranger Things". Pewnie wszyscy już znacie, jednak drugi sezon... no po prostu SZTOS! Idealnie wpasował się halloweenowy klimat. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tego serialu, to koniecznie musicie to zmienić. Emocje gwarantowane, a historia czterech przyjaciół nie do podrobienia. Mroczna, przerażająca i dziwna. Fajny klimat, idealnie dobrani aktorzy i Winona Ryder w roli matki - skradła moje serce. Serial tzw. 'must see'.

Moja miłość do mody trwa nadal i będzie trwała chyba wiecznie. A wpis Iny Lekiewicz utwierdza mnie tylko w przekonaniu jak momentami może być ten świat brutalny. Koniecznie musicie przeczytać wpis Iny o tym JAK RZUCIŁA PRACĘ MARZEŃ, czyli pracę jako szefowa działu mody ELLE, by następnie zacząć od zera. Ina bardzo skrupulatnie wyjaśnia podjęcie swojej decyzji, a i przy okazji można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o funkcjonowaniu czasopisma modowego i świata mody w ogóle. Serdecznie polecam, zwłaszcza osobom, które marzą o pracy w magazynie tego typu.


Nie mogę też nie wspomnieć o świetnym filmie "Siedem minut po północy", który opowiada o sile wyobraźni. Nastoletni Conor (główny bohater, który pojawia się chyba w każdej scenie filmu) mieszka ze swoją chorą na raka matką. Nie ma życia usłanego różami. W szkole dokuczają mu rówieśnicy, a babci (która ze względu na chorą matkę odwiedza ich coraz częściej) nienawidzi. Chłopak nie za bardzo radzi sobie ze swoimi problemami i znajduje ich ujście w wyimaginowanym świcie. Przywołuje potwora, który ma za zadanie mu pomóc i pojawia się zawsze siedem minut po północy serwując mu trzy historie. Nie ma mowy o nudzie. Film jest dopracowany do ostatniego szczegółu. Nie ma niepotrzebnych dialogów ani scen. Idealne użycie metafor, analogii i symboliki. Widać, że reżyser zadbał nawet o najdrobniejsze gesty, które pobudzają emocje widza. Genialny film, świetnie zrealizowany, a gra chłopca - no po prostu bajka. Musicie to zobaczyć! :)


Jesienią uwielbiam ciemne i czerwone kolory na paznokciach. Te dwa noszę naprzemiennie. To zdecydowani ulubieńcy października i podejrzewam - całej zimy. Oba kolory są marki NeoNail i są to lakiery hybrydowe. Lubię takie rozwiązania, chyba nie umiałabym już pomalować paznokci zwykłym lakierem. Dostałabym szału z tymi odpryskami..


Nie tylko na paznokciach lubię ciemne kolory o tej porze roku. W minionym miesiącu rządziła paletka Melkior Professional, która ma tzw. freedom system. Cienie dobrałam sobie sama. Mogę Wam powiedzieć, że są genialnej jakości, a do tego mega duże. Idealnie się je rozprowadza na powiece. Fajnie, że można stworzyć swoje własne, spersonalizowane paletki. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja obecnie nie przestaję nosić Autumn Sunset, Ethereal i Deep Purple. Całość uzupełniam idealnym dla mnie beżem Natural Skin. Genialne cienie matowe. Serdecznie polecam.


Jeśli chodzi o swetry to moim zdecydowanym ulubieńcem jest mój najnowszy nabytek od The Odder Side. Genialny, ciepły, mięsisty, wełniany i wielki, ciemnoszary sweter. Mega ciepły i bardzo stylowy. Z wielkim wycięciem w kształcie litery V, które można nosić zarówno z przodu jak i z tyłu. Pasuje dosłownie do wszystkiego i dzięki swojej uniwersalności jest to zakup na lata. Oczywiście jeśli się o niego odpowiednio zadba. Ja przez ostatni czas w ogóle go nie ściągałam, przez co zaczął się już trochę mechacić, ale myślę, że po odpowiedniej pielęgnacji będzie jak nowy. Skład może nie jest najlepszy na rynku za tą cenę, ale jest tak ciepły i gruby, że absolutnie nie żałuję zakupu. Uwielbiam takie swetry. I coś czuję, że na tym jednym się nie skończy... :) Koniecznie do nich zerknijcie.


I to tyle na dziś. Napisałam Wam szczerze o wszystkim, co mnie w ubiegłym miesiącu zachwyciło. Jeśli dotrwaliście do końca, dajcie znać co Wy ciekawego widzieliście/czytaliście/kupiliście. 








Spodobał Ci się ten post?
Polub mnie na facebooku:

0 komentarze